Wizyty

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj145
mod_vvisit_counterWczoraj203
mod_vvisit_counterTen tydzień1102
mod_vvisit_counterZeszły tydzień2102
mod_vvisit_counterTen miesiąc4375
mod_vvisit_counterZeszły miesiąc6812
mod_vvisit_counterRAZEM100059

Online (ost. 20 min.): 6
Twoje IP: 38.107.179.237
,
Data: Maj 19, 2012

Gadu-Gadu Kontakt

Mój numer: 2927726
Dedeer

Przyjaciele/Partnerzy

Reklama

Ostatnie komentarze

  • MOTYW, TEMAT, PLENER, NASTRÓJ....
    A jak przeprawa jest jednocześnie nad droga i rzeką? ;)
    22.04.12 02:28
  • Rozdział 6. Pod drutem / EU07-...
    Witam. Lokomotywa znajoma i maszynista Tadeusz Nawrot równiż, zresztą mialem okazje się przejechać tą lokomotywą. Jestem ciekaw co się dzieje z Tadkiem, bo po wyjeżdzie z Wabrzycha, chyba raz tylko si...
    07.04.12 21:04
  • Rozdział 15. Czterdziestolecie...
    I wobec tego, na zakończenie mam prośbę. Jeśli już, to używajmy sensownych argumentów w ewentualnej dyskusji, a nie na zasadzie kto, czego więcej i kto komu mniej. Na szczęście w dzisiejszych czasach ...
    25.01.12 20:44
  • Rozdział 15. Czterdziestolecie...
    Pracuję w automatyce od lat i... kocham kolej. Naprawiałeś kiedyś napęd w rozjeździe na stacji Las Suwalski, lub pędnię w Suwałkach przy zawiei i minus 20 stopniach? Zaręczam, że wymiana izolatora w ...
    25.01.12 20:42
  • Rozdział 15. Czterdziestolecie...
    Zapracowałem na to: ja i mój ś.p. Ojciec. Ci co nie chcieli sobie na to zapracować - dziś z żalu piszą i myślą tak, jak Ty i reszta na szopie we Wrocławiu. Jeszcze trochę i nikt nie będzie o Ojcu, an...
    25.01.12 20:35


.:Krainy Dedeera:. fotografia kolejowa i krajobrazowa, felieton, reportaż, powieść...
Wstęp PDF Drukuj Email
Wpisany przez Darek "Dedeer" Dołubizno   
niedziela, 28 listopada 2010 21:27

Żonie i Mamie

Rodzinom Maszynistów

.

.

.

.

Ktoś kto kocha kolej, nigdy nie przejdzie obojętnie obok stojącego przy składzie, pozornie uśpionego elektrowozu. Wyciszonym na zewnątrz szumem wirujących przetwornic - które nieustanną pracą dają przyjemny chłód silnikom trakcyjnym - oznajmia otoczeniu, że w każdej chwili gotów jest drgnąć i jak koń spięty ostrogami z coraz większym impetem pociągnąć za sobą w dal sznur wagonów.

Ostatnimi laty coraz liczniej pojawiające się monograficzne publikacje, starają się coraz dokładniej ukazywać historię i dzień dzisiejszy żelaznych szlaków, stacji i węzłów kolejowych, serii taboru a nawet dokładnych życiorysów poszczególnych jej egzemplarzy. Jednakże we  wszystkich opracowaniach ich autorzy zdają się zapominać o rzeczy najważniejszej: że pośród tej plątaniny torów, rozwieszonej trakcji, feerii świateł, przemykających pociągów od lat zawsze najważniejszy był, jest i będzie CZŁOWIEK. Człowiek, który przez dziesięciolecia kształtowały wizerunek stacji, parowozowni, szlaków jaki dziś dane jest nam obserwować.

Ja z Ojcem przed ostatnią jazdą. Warszawa Wsch. 31.05.1996

Pomysł “Maszynisty” zrodził się w moich myślach w dniu 31 maja 1996 roku. W tym dniu mój Ojciec Włodzimierz Dołubizno po raz ostatni zasiadł za nastawnikiem elektrowozu.

Z chwilą wykonania przez Ojca ostatniego hamowania z pociągiem, poczułem ogromną radość ale jednocześnie i ulgę, że 40-letnia kariera zawodowa “na kołach” zakończyła się szczęśliwie. Grupę zawodową jaką są maszyniści, charakteryzuje spośród wszystkich kolejowych stanowisk bodaj największe ryzyko podczas wykonywania czynności służbowych. Mimo, iż kolej uważana jest za jeden z najbezpieczniejszych środków transportu, jednak wypadki (od których żaden rodzaj komunikacji zbiorowej uchronić się nie może) przeważnie są bardzo poważne w skutkach. Nieustannie zbierają one wśród drużyn trakcyjnych tragiczne żniwo. Może dlatego, że zawsze dużym piętnem odbijały się na mnie wiadomości o takich wydarzeniach, postanowiłem z niekłamaną radością oznajmić światu, iż mój Ojciec przeprowadził szczęśliwie wszystkie swoje pociągi. Oznajmić niejako w hołdzie dla tej garstki maszynistów i ich pomocników, którym przez okrutny los nie dane było dotrzeć do celu podróży. Ich służby zakończyły się w lesie, na łuku, wśród bezdroży, gdzieś między stacjami...

Ojciec odszedł na emeryturę z Lokomotywowni Pozaklasowej Wrocław Główny jako ostatni maszynista posiadający prawo kierowania wszystkich rodzajów trakcji: parowej, spalinowej i elektrycznej. Po nim już nikt nie może poszczycić się takim osiągnięciem.

Niejednokrotnie u nas w domu czy na przyjęciu zorganizowanym po zakończeniu ostatniej jazdy byłem świadkiem barwnych wspomnień ze szlaku. Uważałem za konieczne uchronić je od zatarcia, zapomnienia, pozostawić ten kawałek historii dla następnych pokoleń. Cieszę się, że w przyszłości moi synowie będą mogli poczytać o Dziadku, który kiedyś był maszynistą.

Ojciec z początku wzbraniał się od rozpoczęcia pisania wspomnień, powątpiewając w możliwości odgrzebania z pamięci tego, co mogłoby okazać się ciekawe. Wysłałem do Niego list z szeregiem pytań, potem następne. Z radością po jakimś czasie wyjąłem z pocztowej skrzynki pierwszą partię materiału i po kilkukrotnym przeczytaniu z zapartym tchem sporej ilości zapisanych kartek stwierdziłem, że: “To jest to”!

Układając spisane przez Ojca wydarzenia w całość, niejednokrotnie zastanawiałem się do kogo zaadresować naszą pracę. Na pewno nie przede wszystkim do maszynistów, bo trudno jest adresować do kogoś opowieść o nim samym. Znając tę grupę zawodową nie mogę się oprzeć różnym wrażeniom jakie odbieram. Spotykałem wypowiadane przez maszynistów opinie, że: “...w zasadzie o naszym zawodzie niewiele można napisać...”. Ale zdarzali się i tacy, którzy twierdzili o: “...istnieniu na kolei takiego fenomenu, jakim jest prowadzący pociąg maszynista...”. Dla niektórych więc “Maszynista” może być tylko codzienną prozą życia...

Choć tytuł sugeruje co innego, nie jest to książka tylko o jednym człowieku. Staraliśmy się w miarę szeroko ukazać środowisko wrocławskich maszynistów: ludzi, tradycje, upodobania, stosunki i zmiany, które zaszły na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Być może niektórym wątkom można zarzucić nutę subiektywizmu, niewątpliwie jednak nawet takie spojrzenie może być cennym uzupełnieniem historii zakładu pracy.

Z początku myślałem także, że błędem byłoby adresowanie tej książki dla ludzi, którzy nigdy w kabinie maszynisty nie byli, nie czuli atmosfery pędu i umykających - pod dolną krawędzią czołowego okna - torów, a kolej znają wyłącznie ze sporadycznych wyjazdów do rodziny i na wczasy. Traktujących jazdę pociągiem jako konieczność, nie zaś przyjemność. Po namyśle jednak stwierdziłem, że tacy właśnie “niedzielni” podróżni mogliby się okazać właściwym odbiorcą. Bo tak naprawdę wiedzą oni po podróży tylko tyle, że maszynista prowadził pociąg... i już.

Wiem za to na pewno, że poczucia straconego  czasu  po  zakończeniu  lektury  nie będą mieli sympatycy kolei i podobni do mnie pasjonaci zawodu maszynisty.

Gdy w styczniu 1997 roku rozpocząłem wstępne prace nad szkicem “Maszynisty”, czytając pierwszą garść wspomnień Ojca z początkowego okresu kariery zawodowej, oraz przypatrując się zmianom na kolei nie mogłem oprzeć się smutnym refleksjom, że wraz z odejściem Taty na emeryturę nastąpił zmierzch wielkiej tradycji. Zawód maszynisty w moich oczach stracił to “coś”, co pociągało mnie w nim od lat. Większość maszynistów odeszła ze swych planowych lokomotyw; zakłady taboru rozpoczęły stosowanie “jazd amerykańskich” na krótszych niż dotąd odcinkach. Któż więc z jeżdżących dziś maszynistów - gdy za parę lat być może zechce zrealizować podobny do mojego pomysł - będzie mógł z satysfakcją stwierdzić:

- “...dbaliśmy o naszą lokomotywę, jak o swoją własność”,

- “...na mojej planowej maszynie pokonywałem najdalszą trasę” , czy

- “...mój pojazd służył mi bez przerwy kilkanaście lat”?

 

Tradycje i upodobania maszynistów, wyniesione w większości z trakcji parowej gdzie: “...mój parowóz świadczył o mnie”, zaczęły powoli zanikać wraz z regresem trakcji parowej, odejściem na zasłużony odpoczynek maszynistów przedwojennych i zastępowaniem ich przez młodą kadrę. Jeszcze gdzieniegdzie w małych szopach, mocne tradycje trwają a tamtejsze lokomotywy jakby na przekór amerykańskim jazdom dają przykład dbałości drużyn trakcyjnych o tabor.

Wyrażam osobistą nadzieję, że to co obserwuję obecnie jest tylko okresem  przejściowym, że kiedyś maszynista odzyska z powrotem to “coś” fascynujące mnie od najmłodszych lat. I oby nastąpiło to jak najszybciej, gdyż aby zburzyć potrzeba chwili; na odbudowę lata...

 

Zapraszam więc, do budki parowozu oraz kabin lokomotyw spalinowych i elektrycznych, we wspomnieniową podróż przez lata, z moim Ojcem Włodzimierzem Dołubizno

Dariusz R. Dołubizno

Suwałki, kwiecień 1997

Poprawiony: piątek, 01 kwietnia 2011 21:47
 

...

Ulti Clocks content

Dzień w pigułce


Dzisiaj jest: Sobota
19 Maja 2012
Międzynarodowy Dzień Pamięci
Zmarłych na AIDS
Imieniny obchodzą
Augustyn, Celestyn, Iwo, Mikołaj,
Pękosław, Piotr, Potencjana

Do końca roku zostało 227 dni.
Zodiak: Byk

Art i impresja

Sprzed lat

Nieco Litwy...

Zima 10/11

Słonko...

Linia Nr 40

NOWE - KrajoSpacery

Cztery Pory Roku

Zjawiskowo

Powrót do startowej
Copyright © 2012 .:Krainy Dedeera:. fotografia kolejowa i krajobrazowa, felieton, reportaż, powieść.... Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.